Takie właśnie powiedzonko, miał mój śp. ojciec Sylwester, znany też niektórym jako Prezes (Poznański Chór Katedralny ). Zwrot ten stał się w naszej rodzinie „kultowym”, a i niektórzy śpiewacy PChK, czasami go przytaczali.
Zatem i ja postanowiłem, od czasu do czasu że coś napiszę, właśnie pod takim tytułem.
Może niewielu to zainteresuje, a być może niektórzy dalej tego tekstu nie będą w ogóle czytali, ale niedawno „odszedł” ode mnie najwierniejszy przyjaciel jakiego człowiek może mieć, mianowicie pies…. Bari – owczarek niemiecki. Stąd te parę słów refleksji.
Niektórzy z pewnością pomyślą: „ po co on o tym pisze” . Ano z tego powodu aby „ wyrzucić z siebie” myśli, które człowieka przy takich okazjach nachodzą, ale i po to aby publicznie za tą przyjaźń podziękować.
Ludzie różne „stwory” hodują, a to koty, a to kanarki, świnki morskie, rybki, ale nie ma najmniejszej wątpliwości że pies, który już w starożytności odgrywał znaczącą rolę, zawsze był człowiekowi najbardziej przyjazny, potrzebny a przede wszystkim wierny.
Tak się zastanawiam, że każda ludzka przyjaźń niesie ze sobą jakąś interesowność.
Mając przyjaciół – ludzi – nawet tych najwierniejszych, zawsze liczymy na jakąś wzajemność mniejszą lub większą. Natomiast pies niczego nie oczekuje poza „ miską” strawy i pogłaskaniem po głowie.
Zastanawiałem się też nad dość kontrowersyjnym tematem, mianowicie z punktu widzenia chrześcijanina, czy pies ( lub inne zwierze ) czeka jakaś nagroda w „niebiesiech”.
Niedawno czytałem, że Ojciec Święty Franciszek, widząc małego chłopca płaczącego z powodu śmierci ukochanego psa powiedział dziecku, że na pewno spotka go w Niebie.
A sam św. Franciszek zwracał się przecież do wszystkich zwierząt słowem „ nasi mniejsi bracia”. Smutno byłoby w Niebie, gdybyśmy spotkali tam tylko ludzi, nie daj Boże również i tych, których tu na ziemi nie darzyliśmy zbytnią „sympatią”
To może tyle na ten temat, chciałem Wam po prostu powiedzieć „takie jedno”
vpr.
