Podążając z Ostrowa Tumskiego w kierunku muzeum i archiwum, mijamy po prawej stronie skromny mały pomnik. Ci bardziej uważni pewnie podeszli tam i dowiedzieli się o tragicznej śmierci księdza Masłowskiego, którego w tym miejscu zamordowano. Zrobiło to dwóch rzezimieszków. Śmierć ta była przypadkowa, bo ów ksiądz znalazł się tam również przypadkiem a na nieszczęście drogi ofiary i napastników się tam skrzyżowały. Zupełnie przypadkowo dowiedziałem się, że ofiarą mógł być ks. Wacław Gieburowski.
Natrafiłem na taki oto artykuł w Kurierze Poznańskim ze stycznia 1933 roku pod tytułem „Szczegóły zamordowania ś.p. ks. Prof. Masłowskiego.
We wtorek przedstawiciel nasz zwrócił się z zapytaniem do kierownika wydziału śledczego policji państwowej na m. Poznań, czy można opublikować fakt przyznania się morderców śp ks. prof Masłowskiego do winy, oraz w ogóle szczegóły śledztwa w tej sprawie Przedstawiciel nasz otrzymał odpowiedź, że prokurator zastrzegł sobie, iż szczegóły śledztwa będą mogły być podane do publicznej wiadomości dopiero po otwarciu rozprawy sądowej. Kierownik wydziału śledczego dodał, że. jeżeli postąpimy inaczej, narazimy się na konfiskatę. Mimo, że tak wobec nas postawiono sprawę. niektóre inne pisma otrzymały i ogłosiły wczoraj szczegóły śledztwa.
Ograniczamy się do stwierdzenia istotnego stanu rzeczy, a stwierdzamy go, bo winni jesteśmy to wyjaśnienie Czytelnikom pisma naszego. Co uczyniwszy, notujemy, co następuje:
Wczoraj przewieziono morderców ś. p. ks. prof. Masłowskiego. Jana Grelkę i Bronisława Bednarczyka, z aresztu policyjnego do więzienia sądowego przy ul. Młyńskiej.
W południe na miejscu zbrodni przy ul. Lubrańskiego odbyła się wizja lokalna w obecności władz śledczych. Na termin lokalny przybyli również nieliczni świadkowie zajścia, a mianowicie gospodyni ks. wikariusza Haendschego p. Kwaczyńska, listowy Bartosik, oraz pp. Tylko i Dąbrowski, którzy w krytycznym czasie widzieli uciekających zbrodniarzy.
Jak już donosiliśmy, mieszkańcy okolic katedry, przeważnie księża, w ostatnim czasie narażeni byli na natręctwo licznych włóczęgów, domagających się jałmużny na nocleg. Przychodzili oni po południu, a zwłaszcza o zapadającym zmroku i sami bezceremonialnie wyznaczali wysokość datku. Włóczęgostwo różnego rodzaju opryszków chodzących zwykle we dwóch, stało się tam prawdziwą plagą.
Krytycznego dnia wspomniany Grelka i Bednarczyk na krótko przed popełnieniem morderstwa zaczepili na ulicy znanego muzykologa ks. prof. dr. Gieburowskiego. Ks, dr. Gieburowski, który zdążał do tramwaju, na naleganie natrętów- zatrzymał się i dał im jałmużnę. Napastników nie zadowolił jednak drobny datek. Zażądali oni więcej, lecz ks. dr Gieburowski począł się szybko oddalać i wsiadł do nadjeżdżającego tramwaju.
Bandyci ścigali księdza kawałek drogi. W chwilę później, w Szpitalu Przemienienia Pańskiego ks. prof Gieburowski z przerażeniem dowiedział się o morderstwie, dokonanem na osobie ś. p. ks. prof. Masłowskiego, co nastąpiło w kilka minut po zajściu, jakie miał z bandytami ks. Gieburowski. Bandyci nagabywali również innych księży w bezczelnie zuchwały sposób.
Bednarczyk w zupełności przyznał się do winy, cynicznie, z uśmiechem na ustach opisując szczegóły mordu, dokonanego wspólnie z Grelką. Drugi zbrodniarz, Jan Grelka, nie przyznaje się do zamordowania ks. Masłowskiego, natomiast oświadczył, że jedynie w d. 30. grudnia ub. r. spotkał się na Starym Rynku z Bednarczykiem i wraz z nim udał się do składu starzyzny niejakiego Zygmanowskiego przy ul. Klasztornej i tam obaj zmienili garderobę. Pozatem przyznaje się, że od tego czasu stale znajdował się w towarzystwie Bednarczyka aż do chwili ujęcia ich przez policję. Bednarczyk przy konfrontacji z Grelką twierdzi z całą stanowczością, że Grelka współdziałał w zamordowaniu ks. Masłowskiego, pozatem. że w dniu 2 b. m. dokonali oni razem napadu rabunkowego na niejakiego Leona Liedtke na szosie między Nowem Miasteczkiem a Solcem.
Bednarczyk i Grelka spotkali się przypadkowo w dniu 28 grudnia r. ub. i wówczas ułożyli plan napadu na jakiegokolwiek księdza. We czwartek o godz. 16 w myśl umowy spotkali się na Tamie Garbarskiej i poszli na Ostrów Tumski, aby wykonać swój plan. Zaczepili kilku księży, lecz w decydującej chwili zbrakło im odwagi. Następnego dnia spotkali się o tym samym czasie i poszli na ul. Lubrańskiego, gdzie oczekiwali na dogodny moment. Spotkali śp. ks. Masłowskiego, powracającego z Torunia z pogrzebu swej ciotki. Mimo, że ulica była pusta nie zdołali wykonać swego planu i otrzymali tylko od zaczepionego kapłana jałmużnę. Po krótkim czasie śp. ks. Masłowski powrócił i wówczas bandyci przystąpili do niego ponownie z żądaniem wydanie pieniędzy. Kapłan zorientował się w sytuacji i począł się bronić. Grelka usiłował wyrwać mu portfel, a Bednarczyk zagroził napadniętemu księdzu rewolwerem- Po krótkiej walce Grelka, obawiając się wołania o pomoc, słowami: — Bronek wał! — zachęcił kompana do strzału. Stojący za drzewem Bednarczyk strzelił z odległości pięciu kroków. Ugodzony w szyję kapłan osunął się na ziemię i skonał po kilku minutach.
Po dokonaniu mordu zbrodniarze uciekli w kierunku elektrowni miejskiej, poczem zawrócili na Stary Rynek. Na ul. Klasztornej udali się do składu starzyzny Zygmanowskiego i kupili tam odzież, aby się przebrać. — Następnie obmyli się w łaźni, zjedli kolację na Rybakach, poczem poszli do kina „Słońce” na „Raj podlotków”. Z kina udali się na dworzec, gdzie przenocowali i następnego dnia o godzinie 6 wyjechali pociągiem do Lubęcinka w pow. średzkim do rodziców Grelki. Tam bawili do 2 stycznia, po-czem zamierzali wrócić do Poznania, aby znowu zrabować jakieś pieniądza, gdyż skradzione śp. ks. Masłowskiemu 70 zł już się kończyły. Planowali napad rabunkowy na p. Kazimierza Przybyłę, znanego przemysłowca. Przed powrotem do Poznania napadli jeszcze na p. Liedkego na drodze pod Murzynówkiem i zrabowali mu 49 zł.
W Poznaniu aresztowano ich po dłuższym pościgu na ul. Śniadeckich.