Część I
W poniedziałek 27 września 2003 roku uczestniczyłem w bardzo ciekawej sesji naukowej zorganizowanej przez Archidiecezjalne Archiwum w Poznaniu w sześćdziesiątą rocznicę śmierci księdza doktora Wacława Gieburowskiego. Ten wybitny muzyk, muzykolog a w końcu dyrygent Poznańskiego Chóru Katedralnego doczekał się w końcu uporządkowania swojego życiorysu. Zadania tego podjął się jego następca na stanowisku dyrygenckim ksiądz Zdzisław Bernat. W swojej książce pisze między innymi, że „ w życiorysie księdza Gieburowskiego występuje pięć dat urodzin… . Ksiądz Bernat pisząc o Gieburowskim nie miał dostępu do internetu, nie miał skanera, komputera ani też innych współczesnych cudów techniki, do których zdołaliśmy się już na dobre przyzwyczaić. Żmudne zbieranie danych odbywało się pewnie bardziej przy pomocy nosa, wyczucia i intuicji. Sporo czasu zajęło autorowi odwiedzanie archiwów i wertowanie dostępnych ksiąg metrykalnych. Wracając jednak do sesji. W budynku Wydziału Teologicznego, gdzie sesja się odbywała przybyła znaczna grupa słuchaczy i prelegentów. Program sesji przewidywał następujące wystąpienia:
Adam Białobłocki: "Historia Poznańskiego Chóru Katedralnego w latach 1914-1939, za czasów księdza dr. Wacława Gieburowskiego"
Prof. dr hab. Andrzej Koszewski: "Ksiądz dr Wacław Gieburowski jako dyrygent i kompozytor"
Prof. dr hab. Maria Pawlaczyk: "Znaczenie działalności ks. dr. Wacława Gieburowskiego dla rozwoju polskiej muzyki chóralnej".
Ks. prałat lic. teol. Szymon Daszkiewicz: "Powojenni kontynuatorzy spuścizny ks. dr. Wacława Gieburowskiego".
Ks. dr Leszek Wilczyński: "Materiały dotyczące Poznańskiego Chóru Katedralnego w zbiorach Archiwum Archidiecezjalnego w Poznaniu"
Moją szczególną uwagę zwrócił wykład pana Adama Białobłockiego, gdyż po pierwsze prelegent, co powiedział w czasie wykładu, w sposób szczególny pomagał ks. Bernatowi w zbieraniu materiałów do biografii ks. Gieburowskiego. Po drugie szalenie ciekawie opowiadał o zwykłym życiu chóru i jego członkach. Sprawując funkcję pomocnika bibliotekarza miał możliwość szerszego spojrzenie i zarazem zapamiętania repertuaru jaki w tym czasie chór wykonywał. Na początku wykładu pan Białobłocki przypomniał już poprawiony życiorys ks. Gieburowskiego, gdzie kilka słów poświęcił także rodzicom. Dzisiaj każdy z nas jest przyzwyczajony i uważa to za normalne, kiedy padają pytania o datę czy miejsce urodzin, imiona rodziców itd. Te dane są nam dokładnie znane. Okazuje się jednak, że mija zaledwie sto lat i do pewnych z tych danych nie sposób już dotrzeć, co więcej giną one bezpowrotnie. Wspomniany prelegent mówił więcej o ojcu ks. Gieburowskiego , natomiast nie powiedział prawie nic o jego matce. Powiedział, że Honorata Gieburowska z domu Różanowska urodziła się 4 kwietnia 1848 roku w miejscowości Wilmsdorf. Powoływał się w swoim wykładzie na źródło z Archiwum Państwowego w Poznaniu. Niestety nie udało się jemu potwierdzić daty ani miejsca urodzenia. Wspomniał, że jest to przybliżona data urodzenia i domniemane miejscowość o nazwie Wilmsdorf leży gdzieś koło Starogardu Gdańskiego. Po dziesięciu latach od tej sesji postanowiłem do niej wrócić a ściśle ponownie odsłuchać nagrań sesji, które wtedy dokonałem. Wróciła zatem sprawa Honoraty Gieburowskiej i podstawowych luk w jej życiorysie. Dla współczesnych to proste a w tym konkretnym przypadku, proste wcale nie było. Postaram się opisać te poszukiwania. W spisie miejscowości na terenach obecnej Polski z podziałem na nazwy niemieckie i polskie znalazłem miejscowość o nazwie Wilmsdorf koło Morąga. Dzisiaj to Wilamowo i choć leży trochę daleko od Starogardu Gdańskiego mogło ono być miejscem urodzin Honoraty Gieburowskiej z domu Różanowskiej. Jadąc służbowo do Olsztyna nadłożyliśmy z kolegą nieco drogi i zajechaliśmy do Wilamowa. To dzisiaj bardzo mała wioska z kościołem, przystankiem PKS-u i sklepem, no jest też kilka domów. Pierwsze kroki skierowaliśmy do sklepu. Żeby moja opowieść nie brzmiała tak poważnie to wspomnę, że kolega Sklepowej przedstawił mnie jako profesora historii z Poznania pracującego nad życiorysem wybitego muzyka. Może rzeczywiście przez ten niewinny żarcik pani się zmobilizowała i wykonała telefon do swoje schorowanej i już leciwej ciotki. Ta jednak nie przypomniała sobie nikogo o tym lub podobnym nazwisku a co więcej poddała naszą teorię pod wątpliwość, gdyż w tej wsi mieszkali sami Niemcy, a obecny kościół parafialny był własnością protestantów. Ona tu sama, jak i reszta mieszkańców, trafiła dopiero po wojnie jako repatrianci. Mając te i inne informacje rzeczywiście musiałem tą teorię sam obalić. Obecnie wielu ludzi interesuje się genealogią i stosunkowo łatwo trafić do wielu archiwaliów nie wychodząc z domu. Trzeba wiedzieć gdzie szukać a podstawowym kryterium jest wiedza o miejscu urodzenia i miejscu ochrzczenia a konkretnie parafii gdzie ten sakrament miał miejsce. To w końcu w tej parafii osoba nowonarodzona została wpisana do księgi urodzeń. Bez tej wiedzy to jak przysłowiowe szukanie igły w sianie. Dalsze poszukiwania niestety stanęły w miejscu. Rozwiązanie przyszło, jak zwykle, przypadkowo. Czytałem książkę Stefana Stuligrosza pt „Piórkiem słowika”, w której znaczna część była poświęcona jego pracy chóralnej. Tam znalazł się opis pewnej sceny dziejącej się tuż przed wybuchem wojny. Stefan Stuligrosz mieszkał na ul. Ostrówek na Śródce w domu za mostem po prawej stronie. Wiem bo w tej samej kamienicy mieszkał także mój Ojciec. Młody Stuligrosz szedł ze Śródki na Ostrów Tumski, na ulicę Posadzego, do księdza Gieburowskiego. Na końcu opisu tej sceny Stuligrosz mówi, że Gieburowski kazał swojej gospodyni ściąć naręcze róż i razem szli w kierunku Komandorii, na grób matki Gieburowskiego. Stuligrosz został na Śródce a Gieburowski poszedł dalej sam. Ten krótki opis spowodował, że zainteresowałem się tym owym cmentarzem na Komandorii, gdzie pochowano Honoratę Gieburowską. W Dzienniku Poznańskim z dnia 3 stycznia 1930 roku ukazał się zamieszczony przez ks. Gieburowskiego taki oto nekrolog:
Dowiadujemy się z niego o dacie śmierci oraz, choć zdawkowo, o jej przyczynie. Nekrolog ten powoduje, że skoro pochowano Honoratę w Pozananiu to także i tutaj musiał być sporządzony akt zgonu a pewnie w nim umieszczono obok daty śmierci także datę urodzin i miejsce. Po dotarciu do informacji w nim zawartych dowiaduję się, że miejscem urodzenia, i to jest najcenniejsza informacja, jest miejscowość o nazwie Wielbrandowo. Cóż niemiecka nazwa Wilmsdorf i polska Wielbrandowo zawiera pewne podobieństwa. Pewność miejsca potwierdza fakt, że owa mała wieś położona jest nieopodal Starogardu Gdańskiego i należy do parafii Skórcz. Z aktu zgonu dowiaduję się tylko ile miała lat a daty dokładnej urodzenia tam nie ma.
Tutaj należy nieco sprawę skomentować. Zarówno we wcześniejszych jak i późniejszych badaniach spotykam się z wieloma nieścisłościami. Po zapoznaniu się z wieloma materiałami genealogicznymi i omówieniem tych, doszedłem do wniosku, że w tamtych czasach po prostu nie przywiązywano większej wagi do szczegółów życiorysu. Okazuje się, że w Polsce międzywojennej nie było obowiązku posiadania dowodu osobistego. W tym okresie mianem „Dowód osobisty” nazywany był paszport, który dla wielu był po prostu dokumentem nieosiągalnym, choćby ze względu na wysoką cenę. Możliwość uzyskania w Polsce dowodu osobistego jako krajowego dokumentu tożsamości została wprowadzona rozporządzeniem Prezydenta RP z 16 marca 1928. Dokument taki był jednak wystawiany tylko na żądanie zainteresowanego i kosztował 60 groszy i nadal nie był obowiązkowy. Dopiero w czasie II wojny wprowadzono tak zwany Ausweis, który był już dokumentem obowiązkowym dla dorosłych. Ludzie wtedy, zwłaszcza z niższych klas idąc do pracy nie pisali CV, nie podawali dat urodzenia, jak już, to pewnie tylko ogólny wiek. To potwierdzi się także w dalszej części. W roku 2014 jadąc na wypoczynek zahaczyłem o wieś Wielbrandowo.
O tej wsi Pan Józef Milewski pisze tak:
Nazwa jest utworzona od niemieckiego nazwiska Wielbrandt, do którego dodano polski dzierżawczy formant: owo. Według innych bierze się od słów niemieckich vial i Brand, co w języku polskim oznacza wielkie wypalenisko. Wielkie wypalenisko - możliwe, była tu glina nadająca się do wypalania cegieł, a o wiele wcześniej - do wypalania urn. Nazwa krzyżacka brzmiała - Hildenbrandsdorf (I połowa XIV w.), za Rzeczypospolitej szlacheckiej - Wiebłądowo (1583 r.) i Wielbrądowo (1648), hitlerowska - Wilbrand, Hildenbrandadorf i Wielbrandowo. Lud używa niekiedy nazwy Wielbłądowo (co ma pochodzić od słowa wielbłąd). Położenie. Wielbrandowo leży 75-98 m n.p.m. Brak jest lasu. Południowe przedpola przecina struga Liska, wpadająca do Jonki, podczas gdy północne przecina Węgiermuca. Wieś ma zabudowę zwartą, a administracyjnie należy do niej osiedle Pólko (wybudowanie, 1868 r. Dawidsthal).
Dzisiaj Wielbrandowo nie ma zabudowy zwartej. W dokumentach pisanych pojawiło się po raz pierwszy w I połowie XIV w. (własność krzyżacka). Po 1466 roku było własnością królewską (50 łanów) przynależną do starostwa osieckiego. Pod względem sądowym, skarbowym i sejmikowym należało do powiatu nowskiego. W 1570 roku była tu karczma. W 1583 roku było 13 kmieci. Od każdej włóki płacono średnio po korcu żyta i po korcu owsa. Według taryfy z 1648 roku kmiecie (44 włóki), ogrodnicy (30 włók), karczmarz i kowal płacili 91 florenów i 14 groszy. W 1849 roku do Ligi Polskiej w tej miejscowości należało 41 chłopów. Około 1891 roku władze pruskie przystąpiły do budowy szosy ze Skórcza przez Wielbrandowo do Borkowa. Przed I wojną światową 15 rodzin wyemigrowało do Ameryki za chlebem. Przed 1913 rokiem powstała mleczarnia. W 1960 roku w Wielbrandowie były 53 budynki mieszkalne (1885 r. - 52 lub 89 dymów) oraz 63 indywidualne gospodarstwa chłopskie (1885 r. - 18 gburów i 25 zagród). Obecnie ludność wsi stanowi 299 osób (1965 r.), podczas gdy w 1780 roku notowano tu 227 katolików; w 1871 roku - 528 osób; w 1885 roku - 402 katolików i 72 ewangelików; w 1960 roku - 240 osób. Te liczby zaskakują. Wynika z nich, że Wielbrandowo w drugiej połowie XIX w. przeżywało rozkwit.
Istnieje również legenda o wielbłądach: bardzo dawno temu maszerowały przez wieś, która na tę pamiątkę otrzymała nazwę Wielbłądowo.
Niestety po ponad 150 latach nie ma tutaj śladu po Różanowskich. We wsi znajduje się malutki, zniszczony stary cmentarz. Zachowało się na nim ledwo kilka nagrobków, z których pewnie na dwóch czy trzech można coś odczytać i są to napisy w języku niemieckim.
Z Wielbrandowa kawałek już do Pelplina, stolicy diecezji. Trafiłem tam do archiwum diecezjalnego, i jak się okazało wiele ksiąg parafialnych zostało zeskanowanych i są dostępne na miejscu. Mając miejsce urodzenia (Wielbrandowo), nazwę parafii (Skórcz), rok (1848) oraz przybliżoną dokładniejszą datę dotarłem do zapisu o narodzinach Honoraty Rożnowskiej. Dalej umieściłem skan tego wpisu. Niestety zapisy w nim zawarte nie są precyzyjne i tak jak pisałem poprzednio zawierają pewne błędy. W roku 1846, a wiec dwa lata przed narodzinami Honoraty, państwu Różnowskim rodzi się córka Elżbieta Marianna a dwa lata później Tomaszowi Różanowskiemu i jego żonie Karolinie z domu Bolt rodzi się córka Honorata. W księdze urodzin pod numerem 32 zapisano, że w Wielbrandowie 3 kwietnia 1848 roku urodziła się dziewczynka, którą ochrzczono w niedzielę 9 kwietnia. Rodzicami chrzestnymi byli Józef Bolt z Barłożna i Elżbieta Wielich z Grabowa. Sprawę jednak nieco komplikuje najważniejsza część wpisu a mianowicie imię. Księga jest sporządzona oczywiście ręcznie i rozszyfro-wanie takiego wpisu nie zawsze jest proste. Wpisano „Conrada, Monica”
Wydaje mi się, że w tamtych czasach imię Honorata nie należało pewnie do bardzo popularnych i być może Proboszcz wpisując też popełnił błąd jak z Noblistką Wiesławą Szymborską vel Wisławą. Z pewnością wpis ten jednak dotyczy Matki księdza Wacława Gieburowskiego. Nie dowiemy się też już pewnie nigdy co może znaczyć dokonane, pewnie dużo później podkreślenie tego wpisu czerwoną kredką. Być może swe poszukiwania prowadził tutaj już ktoś inny.
Sprawa Honoraty Gieburowskiej z Różanowskich pozornie nie kończy się na pochówku w styczniu 1930 roku. Na Komandorii, nieopodal kościoła pod wezwaniem Jana Jerozolimskiego mieściły się dwa cmentarze. Pierwszy położony był bliżej kościoła należał do parafii. Zajmował on teren obecnie ogrodzony murami i płotem parafialnym. Drugi o nazwie „Cmentarz Archikatedralny” obejmujący swym zasięgiem teren oddzielony od północy ulicą Świętojańską, od południa jeziorem Malta od zachodu murem parafii a od wschodu przedłużeniem ulicy św. Michała. Dzisiaj tutaj znajduje się park i restauracja. O dziwo jeszcze w tym roku będąc na tym miejscu znalazłem pojedynczy fragment nagrobka z już mocno wypłowiałym napisem.
W latach sześćdziesiątych ówczesne władze Poznania postanowiły zlikwidować wiele cmentarzy parafialnych znajdujących się na terenie miasta. Z większych należy wymienić cmentarz parafii Jana Jerozolimskiego i Archikatedralny na Komandorii wraz z już wyznaczonymi nowymi kwaterami leżącymi u zbiegu ulicy Wiankowej i Krańcowej, gdzie obecnie mieszczą się jedne z zabudowań kompleksu sportowego jeziora Malta. Wśród likwidowanych był cmentarz parafii św. Rocha znajdujący się na terenie obecnej Trasy Katowickiej, ulicy Wiatracznej i części Osiedla Lecha czy w końcu cmentarz parafii św. Wojciecha znajdujący się u zbiegu ulic Winogrady i Armii Poznań. W książce Łukasza Jastrzębia pt. „Likwidacje Cmentarzy Rzymskokatolickich w Poznaniu po 1945 roku”, poza wstępem i krótkim opisem zostały zebrane obszerne listy nazwisk osób pochowanych na tych licznych cmentarzach i co najważniejsze miejsca ich nowego pochówku po ekshumacjach. Tak też stało się z doczesnymi szczątkami matki księdza Wacława Gieburowskiego Honoraty z Różanowskich Gieburowskiej. Na stronie 54 w pozycji 1 figuruje wpis: Honorata Gieburowska, (z błędnie podaną datą urodzin i śmierci) data ekshumacji 17 marca 1965, i dalej miejsce przeniesienia na cmentarz Miłostowo na pole 28, rząd 6, gród 20. Próżno dziś szukać grobu, gdyż został on już dawno zlikwidowany i na jej miejscu została pochowana następna osoba. Dziś na całym tym polu dokonywane są już nowe pochówki. Zapytałem w biurze cmentarza co też dzieje się z szczątkami zmarłych, których groby nie zostały prolongowane. Odpowiedziano mi, że przy kopaniu nowego grobu wszystkie znalezione szczątki wkładane są do drewnianej skrzynki, która zostaje pozostawiona na miejscu poniżej właściwego grobu. Tak więc w tymże miejscu spoczywa nadal Honorata Gieburowska. Najciekawsze jest jednak to, że doczesne szczątki księdza kanonika Bernata, który jako pierwszy uporządkował i usystematyzował życiorys syna Honoraty Gieburowskiej, spoczywają zaledwie dwieście metrów dalej.
Bardzo trudno dla osoby nie będącej publiczną znaleźć jakieś kolejne fakty i daty z jej życia. Honorata Gieburowska zapewne przez większość dorosłego życia mieszkała w Bydgoszczy, gdzie wychowywała trójkę swoich dzieci. Na podstawie prowadzonych dość skrupulatnie ksiąg meldunkowych dowiadujemy się, że Honorata 14 czerwca 1919 roku przenosi się do Poznania. Zapewne po śmierci męża przeprowadziła się do syna. 2 lutego 1924 melduje się już na stałe w Poznaniu. W dalszej części moich opowiadań znajdzie się jeszcze trochę informacji o niej, choćby wzmianka o jej ślubie z Marcelim Gieburowskim.
cdn.



Bardzo dziękuję za ten wpis, można z niego dużo dowiedzieć się o ks. Gieburowskim. Mój ojciec śpiewał w Chórze Katedralnym pod jego kierownictwem. Czy można prosić o podzielenie się jeszcze jakimiś informacjami, szczegółami ze mną?
OdpowiedzUsuńOczywiście. Proszę się ze mną skontaktować telefonicznie 509 922 328. Pozdrawiam Paweł
Usuń