poniedziałek, 20 maja 2024

Wizyta w Bąblinie

Ci co nie byli niech żałują. W minioną niedzielę odwiedziliśmy Dom Rekolekcyjny Misjonarzy Świętej Rodziny w Bąblinie. Tam równe pięćdziesiąt lat temu trwał czterotygodniowy obóz przed pierwszym , po wojnie, zagranicznym wyjazdem chóru do Salzburga na światowy zjazd CIMS-u (Consociatio Internationalis Musicae Sacrae). Przypomnę, że CIMS, istniejący do dzisiaj, to  Międzynarodowe Stowarzyszenie Muzyki Sakralnej z siedzibą w Rzymie. Za sprawą ówczesnego Szefa tej instytucji Prałata Johannes Overatha, pojechaliśmy do Salzburga, gdzie mieliśmy dwa oficjalne występy. Pierwszy w czasie uroczystej mszy świętej w katedrze a drugi, także w katedrze to koncert. Zależało bardzo naszemu dyrygentowi, aby w programie obu koncertów znalazły się najpiękniejsze dzieła polskich autorów, żeby pokazać światu, że u nas komponowano muzykę również i to na najwyższym poziomie. Stąd w czasie mszy śpiewaliśmy Missa Pulcherrima Bartłomieja Pękiela a na koncercie motety choćby Wacława z Szamotuł In te Domine Speravi czy Domus Mea Mikołaja Zieleńskiego. Wizytę sfilmował JE ksiądz arcybiskup Antoni Baraniak. Film z tego wyjazdu oraz wiele innych do obejrzenia na stronie druha Krzysztofa pod adresem: YouTube

Wizytę rozpoczęliśmy od Mszy świętej odprawionej w nowej kaplicy, której za naszych czasów jeszcze nie było. Po mszy szalenie sympatyczny ksiądz Joachim oprowadził nas po obiekcie. Ksiądz Joachim rozpoczął swój nowicjat w Bąblinie raptem dwa lata po naszej wizycie, więc, jak to się mówi, graliśmy na tych samych falach. Okazało się, że z druhów emerytów najlepszą pamięcią wykazywał się druh Sprytna, pamiętając takie szczegóły, jak nazywała się jego grupa (Pawlaki), gdzie stało jego łóżko i co jakiś dowcipniś napisał na kartce przyczepionej do drzwi księdza Zdzisława. A czy pamiętacie, co posiadający spory luz nasz dyrygent tam dopisał? Szukaliśmy także wspólnie pozostawionego w betonie napisu „PCHK 1974”, który miał pozostać z wylewanego chodnika.
Słynny i pamiętany przez nas brat Mieczysław, który piekł wtedy znakomity placek zmarł bardzo młodo, nie doczekawszy się trzydziestki, w Rzymie. Pochowany jest w Bąblinie na terenie obiektu wraz z innymi współbraćmi. Dom w którym mieszkaliśmy zwany jest w tutejszym żargonie „Willka” i z zewnątrz czeka na remont, ale wewnątrz doczekał się już remontu i wygląda nieźle. Dom główny jest po generalnym remoncie i posiada obecnie standard europejski. Cały obiekt jest po prostu przepiękny. Księża Misjonarze bardzo zapraszają do wizyty i krótszej i też dłuższej. Można tam przyjechać na rekolekcje połączone z postem. Szczegóły na stronie Misjonarzy Świętej Rodziny w Bąblinie. Poniżej kilka fotek z pobytu.

Miło spędziliśmy niedzielę. Pewnie coś niebawem wymyślimy nowego i czekamy na propozycje wyjazdów. Może do Wła…

Śpiewajmy Panu!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz