Skąd wzięła się ta ksywka? Otóż u nich zawsze mieszkał Marlon a jak wiecie wy i oni, z Marlonem jesteśmy kumple i jak Mariusz już tam nie jeździł każdorazowo o niego wypytywali. Będąc już ostatni raz w Gissenie śpiewaliśmy w domu spokojnej starości, potem piliśmy sobie kawę z podopiecznymi, było miło. Tak sobie o nich pomyślałem czy jeszcze żyją. Nagle ktoś łapie mnie za rękę i czyściutkim holenderskim wali "A Marios Broska KEJKEN". Scenariusz był zawsze taki sam. Ona leciała spoko po holendersku a ja do niej po polsku. Nigdy nam to nie przeszkadzało i jakoś podświadomie czuliśmy, że się rozumiemy. Nie ma już Babci Kejken. Zmówcie Zdrowaś za kolejnego naszego Wielkiego Przyjaciela, który z tamtego grona odchodzi. Wieczny odpoczynek... , Anielski orszak niech.. Śpij w pokoju. Amen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz