Drodzy Druhowie,
Nasz Szanowny Druh Czesław zrąbał
mnie jak młodego kota, mówiąc:
- Ja chyba zamknę tą stronę, bo
Ty Sprytna jak zadzwonisz to ciągle że ktoś znowu umarł.
Wysłuchałem z pokorą słów Druha
Czesława, bo starszych druhów trzeba słuchać, a po za tym starszy stażem w
chórze, starszy stopniem i starszy służbą (ci co byli w pewnej durnej
instytucji- rozumieją). Stosując się więc do trafnych uwag starszego Druha
postanowiłem coś wesołego napisać ,takie sobie ha ha ha z dawnych lat.
No to suchejcie Kawalerka.
Epizod 1
Byliśmy na obozie w Rościnnie.
Który to był rok ??? no na pewno taki, w którym na antenie radiowej ukazała się
piosenka „Wsiąść do pociągu bylejakiego…”. Piosenka ta stała się
od razu wielkim hitem, radio
ciągle grało, wszyscy ją śpiewali, a ja nie bardzo mogłem sobie poradzić z
dobraniem odpowiednich funkcji harmonicznych żeby grać to na gitarze. Wreszcie
nie wytrzymałem i w wolnej chwili udałem się do naszego Mistrza , ks.Zdzisława
i pytam:
- Czy Ksiądz może słyszał, jest
taka nowa, fajna piosenka a ja nie mogę „funtów” do niej dobrać?
- Krzysztof, choć do klawiszy,
zaraz zobaczymy.
Poszliśmy , ks.Zdzisław uruchomił
HARMONĘ (Harmona to taki przenośny instrument klawiszowy, ówczesny wymysł
komuny, połączenie prawej części akordeonu z dmuchawą elektryczną) no i na tym
wynalazku zagrał mi ową ulubioną piosenkę , w poprawnym oczywiście układzie
harmonicznym, tak jakby to grał od dziecka.
- Zaraz, zaraz ! Co to jest za
funt?- próbowałem nieudolnie nadążyć za Mistrzem.
- No popatrz, co to jest?-
naciskając klawisze , ksiądz spojrzał na mnie.
- To jest G-dur – odpowiedziałem
bez zawahania.
- A teraz? – układ wciśniętych
klawiszy zmienił się ale wydawało mi się to proste.
- To jest h-moll.
- Ależ Krzysztof! Popatrz dobrze,
to przecież jest G-dur z dodaną septymą wielką tylko w przewrocie. I jak to
musi się dalej rozwiązać? Przecież to jest oczywiste, kochany !
JASNY GWINT , jak mawiał dziadek
Mundek. Z otwartą gębą słuchałem tego krótkiego ale jakże wartościowego wykładu
z harmonii – sama esencja, to o co mi chodziło, a męczyłem się z tym parę już
dni.
Pięknie, już za chwilę,
śpiewaliśmy z całą wiarą „Wsiąść do pociągu” ……..
Jak wyjeżdżaliśmy do domu ,na
koniec obozu, ustaliliśmy, że na stacji SKOKI (główny) będziemy wsiadać do Bany
śpiewając „Wsiąść do pociągu”. Na peronie siedzieliśmy na walichach i oczekując
na banę, śpiewaliśmy różne piosenki przy akompaniamencie mojej gitary. Głównym
„prowydorem” , mocno energetyzującym cały śpiew, był Druh Cewa, czyli Rafał. No
i tak się zenergetyzowaliśmy aż nagle …..pękła mi struna w gitarze. Cisza,
strach, panika. Bana wyje już gdzieś w oddali a my przecież bez tej struny nie
zaśpiewamy ustalonej, ulubionej piosenki. Na niej właśnie ową zwiększoną
septymę trzeba zagrać. Wyciągnąłem więc pospiesznie zapasowe struny z teki.
Teraz szybko, Trzeba starą strunę wykręcić i założyć nową. A że układ kluczy w
mojej gitarze był taki, że nie dało się starej struny zdjąć spiralnie i nową
okręcić, trzeba było wszystkie zwoje kręcić kluczem, więc nie było to tak
einfach. Wykręciłem starą strunę pospiesznie, zakładam nową i paluchy odmówiły
już kondycji do dalszego kręcenia.
- Wiara, no chyba nie zdążę –
rzuciłem spocony.
- Sprytna, trzymaj tylko i
prowadź strunę a ja będę kręcił – przyszedł mi z odsieczą Cewa.
Bana wyła coraz bliżej a Cewa
kręcił w takim tempie jak chyba tylko najstarsi Marines z Wietnamu potrafią. Bana
wjechała na stację a gita była już zestrojona.
I wsieliśmy do pociągu z
nasza ulubioną piosenką na ustach.
Epizod 2
Pewnie pamiętacie, że nie
wszystkie rajzy na zachód (tournee koncertowe) zaczynały i kończyły się w
autobusie pod Katedrą. Czasem bywało tak, że jechaliśmy baną do Berlina
Zach. albo do Helmstedt i tam dopiero czekał na nas
autobus. Analogicznie, wracając, autobus, w najlepszym razie, dowiózł nas do
Berlina i dalej trzeba było wsiąść do Beroliny.
Wracaliśmy więc pewnego razu z
takiej rajzy i w pociągu już entuzjazm i radość zamieniły się w moralnego kaca.
Niestety, z kolorowego Bundesu jechaliśmy do tej szarej komuny.
Grupka druhów stała na korytarzu
przy otwartym oknie na ćmiku. Staliśmy i ulewaliśmy swoje tradycyjne żale jak
to na świecie jest fajnie i czemu u nas tak nie może być. Najbardziej
zniesmaczony był Druh Andrzej S., który nigdy nie krył swej nienawiści do
komunistycznego porządku. Pociąg zatrzymał się nad jakąś wodą, na moście, a my
przez okno ujrzeliśmy łabędzia , płynącego w kierunku wschodnim. Wtedy Andrzej
nie wytrzymał, wychylił się mocno przez okno i gromkim krzykiem przemawiał do
łabędzia:
- Gdzie?! No gdzie płyniesz
idioto !!! Tu jest komuna ! Zawracaj ! Tam jest Bundes !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz